To, co najlepsze z eMOCja

Zrób w sobie przestrzeń na plan B

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

W przeszłości zawsze miałam przygotowany w zapasie plan B (jak również plan C oraz plan D ;-) ). Próbowałam przygotować się na przyszłość. Nikt mi wtedy nie powiedział, że to niemożliwe.

Nie mogłam odmówić sobie przyjemności nawiązania do wpisu dotyczącego filmu Plan B.

Film, poza tym, że bardzo mi się podobał, stal się doskonałym punktem wyjścia do rozważań nad „planem B” w życiu. Ciekawa jestem w jaki sposób, i czy w ogóle, tworzycie "plany B"?  Czy przygotowujecie się na to, co może się zdarzyć? Jesteście - parafrazując bajkę Ezopa - pasikonikami (konikami polnymi) czy mrówkami? ;-)

Przez lata robiłam wiele planów „zapasowych”, takich „na wszelki wypadek” - zawsze miałam przygotowany w zapasie plan B (jak również plan C oraz plan D ;-) ). Próbowałam przygotować się na każdą możliwą sytuację, przewidzieć co tylko się da. Nikt mi wtedy nie powiedział, że to niemożliwe.

Jaki był tego efekt? Byłam zmęczona natłokiem myśli, które płynęły nieprzerwanym strumieniem wprawiając mój mózg i ciało w stan rozedrgania - bo co będzie jeśli...? Nieustannie rozważałam kolejne możliwości, co - w moim złudnym zamyśle - miało dać mi poczucie bezpieczeństwa i przynieść ukojenie, ale w rzeczywistości dawało coraz większe poczucie zagubienia.

Zaczęłam szukać sposobów uciszenia i uspokojenia natłoku myśli.

Jednym ze sposobów, z którego korzystałam było czytanie książek i oglądnie filmów*. Zanurzałam się w fabułę odrywając się od rzeczywistości, aby choć na chwilę zapomnieć o swoich problemach. Potem niechętnie wracałam do bolesnej dla mnie rzeczywistości.

Zauważyliście, że to co czujemy, nasze emocje, są dla nas najważniejsze? Dlaczego? Bo są nasze. I jest to zupełnie naturalne. Dlatego tak trudno jest nam dostrzec inną perspektywę, zobaczyć, że nasza sytuacja nie jest taka zła, taka beznadziejna jak się nam wydaje.

Czytając książki i oglądając filmy, w których odnajdowałam problemy podobne do moich, czułam ulgę, że ktoś kiedyś już doświadczył tego samego co ja i... przeżył :-)

Trafiłam w tamtym czasie na warsztaty, na których uświadomiłam sobie (w wyniku wielu ćwiczeń ;-) ), że nie powinnam się obawiać tego, co będzie. Mam w sobie zasoby (wiedzę, umiejętności, kwalifikacje, doświadczenia, wartości), które pomogą mi poradzić sobie z każdymi przeciwnościami. Mam też wokół siebie osoby, które mogę poprosić o pomoc.

Teraz, kiedy nachodzi mnie lęk przed tym, co może się zdarzyć, co może pójść źle, już nie zadręczam się pytaniami, które paraliżują moje działania i nie szukam „na zaś” wszystkich możliwych odpowiedzi i hipotetycznych rozwiązań. Teraz biorę głęboki oddech i pytam siebie: Czy już byłaś w takiej (lub podobnej) sytuacji? Odpowiedź najczęściej brzmi „tak”. Jak sobie poradziłaś? Co ci pomogło? Kto ci pomógł? Co robiłaś, aby poczuć się lepiej? Czy będziesz mogła to powtórzyć? Pomogło ci to? Najczęściej odpowiedź brzmi „TAK” :-) Zatem nie ma się czego bać, zaufaj sobie – cokolwiek się zdarzy, poradzisz sobie.

Zrozumienie jak ważne jest zaufanie samej sobie zajęło mi dużo czasu, a przecież wydaje się to tak banalnie proste, prawda? ;-)

I to jest mój obecny plan B – odsuwam dręczące myśli i robię przestrzeń na to, aby zaufać sobie.

***

Po latach pracy nad sobą (i ze sobą) już wiem, że moje wymyślanie wszelkich możliwych scenariuszy wydarzeń i tego, co może pójść nie tak, to nie był najlepszy pomysł na ograniczenie ryzyka związanego z przyszłością, a raczej była to najlepsza droga do nerwicy ;-)
Dzięki jodze i medytacjom nauczyłam się zatrzymywać pędzące myśli i rozedrgania świadomości (jak celnie określa moja nauczycielka jogi, Diana). Bardzo mi się podoba to określenie :-) Podczas medytacji czy relaksu na zakończenie zajęć dąży się do tego, aby zatrzymać rozedrganie świadomości, być świadomie tu i teraz, ale pozbyć się z głowy wszystkich myśli, emocji, planów, „wyjść” poza swoje ciało, pozbyć się wszystkiego, co sprawia, że świadomość drga, drży i wibruje. Być wolnym od wszystkiego, zrobić w sobie przestrzeń. Być tu i teraz, stać się i być oddechem. Dzięki temu osiąga się spokój i przestrzeń wewnętrzną. Przestrzeń na to, co nowe. Choćby miał być to jedynie kolejny oddech, ale pełniejszy, bardziej świadomy.

Dzięki różnym warsztatom poznałam techniki pracy ze swoimi myślami i przekonaniami, tak aby wspierały mnie i moje działania, a nie sabotowały je. Efektem tego jest to, że wiem iż „piekło i niebo jest między naszymi uszami. Świat jest taki, jakim go widzimy, to my stwarzamy rzeczywistość”, oraz, że to my nadajemy znaczenie temu, co się wydarza - to nasze doświadczenia, nasze postrzeganie tworzy perspektywę, przez którą interpretujemy wydarzenia.

Wpis o takich charakterze nie byłby pełen, gdyby na podsumwanie nie pojawiły się jakieś inspirujące myśli – powtórzę je, bo być może przeoczyliście je na  Fb :-)


Nie trzymaj tego, co odchodzi od Ciebie. Inaczej nie przyjdzie to, co do Ciebie idzie.

*

Nie martw się, że twoje życie wywraca się do góry nogami.

Skąd wiesz, że strona, do której byłeś przyzwyczajony jest lepsza, niż ta przed Tobą?


Na pewno będę wracała do tych wątków w kolejnych wpisach, bo wraz z Wami chciałabym poznawać emocje – udać się w eMOCjonującą podróż z eMOC&ja. Zapraszam :-)

* To dlatego na blogu powstały zakładki „Chwila zaczytania” oraz „Filmowy relaks”, gdzie będą pojawiały się książki i filmy z dobrą energią, pozytywne, refleksyjne, pomocne, terapeutyczne.