INK - małe i większe podróże

Inspiracje na wakacje? Krzywonoga :-)

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Dom Pod Dobrym Aniołem to moje „miejsce mocy” - gościnny, inspirujący, pyszny i z najlepszym towarzystwem właścicieli i gości

Magiczne miejsce w Krzywonodze, które zostało opisane m.in. w książce Międzyczas, istnieje naprawdę.

To pensjonat Dom Pod Dobrym Aniołem, który prowadzą cudowni ludzie – Irenka i Andrzej oraz ich zachwycająco piękna suczka Dżaga (przygotujcie się na niekończące się rzucanie patyków, aż staną się wielkości wykałaczki, co wcale nie zniechęci Dżagi do ich aportowania  ;-D )

W kuchni dzieją się zbyt wspaniałe rzeczy, co sprawia, że mimo na

jszczerszych chęci zawsze wyjeżdżam z Domu Pod Dobrym Aniołem cięższa, a rzeczy w niezrozumiały dla mnie sposób kurczą się... Ale jak odmówić kiedy Irenka gotuje ze składników kupionych od sąsiadów, częstuje własnymi przetworami, pachnącymi nalewkami, ciastami zniewalającymi smakiem czy serami wędzonymi przez Andrzeja.

Mięsożerni goście dostają swojskie wędliny i ryby wędzone przez właściciela.

 A to nie koniec rozpieszczania gości, również tych na specjalistycznych dietach i z nietolerancją najróżniejszych składników pożywienia – Irenka dla każdego przygotuje coś smacznego.


Pod Dobrym Aniołem to miejsce magiczne, gdzie każdy czuje się wyjątkowo i u siebie :-)

(a dla zainteresowanych więcej zachw

ytów anielską Krzywonogą TUTAJ)

 ***

 Pewnego poranka w Anielskiej Kuchni Irenki:

- Irrrrenkaaaa – chórek przymilających się głosów zabrzmiał tuż nad uchem Irenki szykującej śniadanie i poranną kawę, której aromat wypełniał już jadalnię

- No co tam?

- A może na obiad, dziś albo jutro pierogi z owocami mogłabyś zrobić? Są takie pyszne! - zebranym osobom na samo wspomnienie ślinianki zaczęły nadmiernie pracować, a proszące głosy wsparło zbiorowe burczenie w brzuchu.

Irenka z błyskiem w oku spojrzała na listę wiszącą na lodówce i produkty leżące na blacie (jasno dające do zrozumienia, że menu zostało ustalone), potem za zegar wiszący na ścianie i podjęła szybką decyzję:

- Jeśli zaraz po śniadaniu pójdziecie do lasu i nazbieracie jagód, to pierogi będą dziś... - pisk radości zagłuszył dalsze słowa. Irenka rozśmiana przyjmowała nasze dziękczynne uściski - ...a jak zbierzecie więcej, to jutro na śniadanie lub do popołudniowej kawy jagodzinaki wam upiekę – kolejny pisk radości przeciął powietrze - A teraz znikajcie z kuchni, śniadanie na was czeka, bo jeśli słuch mnie nie myli, to burczy wam w brzuchach. Choć nie wiem jak to możliwe, bo kolację słuszną zjedliście :-)

Jagody zostały zebrane w ilości wystarczającej i na pierogi i na jagodzianki. Przynieśliśmy też grzyby, z których powstał pyszny sos dla towarzystwa delikatnym jak chmurka kluseczkom, którymi zajadaliśmy się następnego dnia.

Pierogi były obłędnie pyszne, a to co się działo z nami, Jagodożercami, podczas ich jedzenia i po, można zobaczyć nahttps://www.facebook.com/poddobrymaniolem/ ;-)

 

(zdjęcia: cafeMOC&ja, DomPodDobrymAniołem (intro))