Chwila zaczytania

BellaCafe, czyli idea miejsca

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

W BellaCafe z cichym pomrukiem ekspres do kawy przygotowuje aromatyczny napój, nad którego przygotowaniem czuwa wielki rudy kot, Bella, od czasu do czasu leniwie przeciągając się lub niespiesznie przechadzając się między stolikami.

Mężczyzna przystanął na progu kafejki i rozejrzał się niepewnie dookoła. To co zobaczył najwyraźniej nie wzbudziło jego zachwytu. Brak stolików przed wejściem i w środku pomieszczenia zasugerował, że albo jeszcze nie otworzyli albo klientów jest tak mało, że nie opłacało się inwestować w stoliki.

- A może gdyby były stoliki, to ktoś by przysiadł na chwilę i coś zamówił z czystej uprzejmości i wdzięczności, że może usiąść... - mruknął do siebie, bo tak naprawdę to marzył o tym, aby usiąść, ale obawiał się, że gdyby tak się stało, to zasnąłby od razu. Potrzebował kawy, aby przetrwać drogę do domu i odprowadzenie dzieci do szkoły. Żołądek burknął niezadowolony na myśl o kawie. Kolejnej. Nocne zmiany w pogotowiu to nie przelewki...

Nadal stał w progu nie mogąc zdecydować czy chce wejść i czy lokal w ogóle jest czynny.

Drzwi od zaplecza otworzyły się i weszła kobieta a wraz z nią nieziemski maślany zapach. Mężczyzna nieświadomie zaciągnął się tym zapachem i zachłannie spojrzał na kobietę. Zapach dosłownie wciągnął go do wnętrza kafejki.

Roześmiała się niskim i bardzo przyjemnym dla ucha śmiechem.

- Dzień dobry. Zapraszam. Cieszę się, że zdecydował się pan wejść – powiedziała wycierając ręce – Będą gotowe za dwie godzin.

-  Ale ja nie pytałem...

- Ależ tak, pytał pan – pokiwała głową ze śmiechem. Mężczyzna spojrzał na nią lekko nieprzytomnym wzrokiem. Chyba faktycznie jestem okropnie zmęczony, skoro nie wiem co mówiłem, pomyślał.

Kobieta przyjrzała mu się z ciekawością. Zielone oczy wpatrywały się przez dłuższą chwilę w jego twarz i oczy. Skończywszy nie odwracając się od niego sięgnęła ręką do tyłu i włączyła ekspres do kawy. Maszyna z cichym buczeniem przystąpiła do mielenia kawy. Do maślanego zapachu wypełniającego wnętrze kafejki i nadal płuca mężczyzny, dołączył zapach kawy.

Żołądek mężczyzny znowu burknął w proteście, a w tym samym czasie dało się słyszeć niezadowolone prychnięcia. Nie wiedział już czy to omamy słuchowe, może jego żołądek, może ekspres do kawy... a na dodatek miał wrażenie, że drzwi zaplecza uchyliły się na krótką chwilę. Nie pojawiła się w nich żadna postać...

Kobieta uśmiechnęła się szeroko.

- Najwyraźniej pana żołądek i ona nie mają najlepszego poranka. Żołądek może się nie martwić. Kawa będzie łagodna dla niego. A ty się nie denerwuj, że nie zdążyłaś na uruchomienie ekspresu, dziś zaczynamy wcześniej. Pan jest w potrzebie – wskazała mężczyznę. On patrzył na rozgrywającą się przezd jego oczami scenę licząc, że zobaczy do kogo kobieta mówiła, bo nie chciał, aby okazała się wariatką mówiącą do samej siebie. Nim zdążył pomyśleć o umówieniu kobiety na konsultację do zaprzyjaźnionego psychiatry, imponującym susem na ekspres do kawy wskoczył kot. Rudy. Wielki. Piękny.

Kot obdarzył go przelotnym spojrzeniem zielonych oczu (zadziwiająco podobnym do spojrzenia kobiety) i mrucząc ułożył się na maszynie.

Ekspres z cichym westchnieniem zakończył pracę a na zapleczu dźwięk brzęczka oznajmił kobiecie coś ważnego, bo wyszła pospiesznie bez słowa.

Mężczyzna przyglądał się kotu z ciekawością zastanawiając się ile sierści wpada do kawy. Po chwili zauważył, że ekspres zabudowany jest daszkiem, który chroni filiżanki i kubki przed spotkaniem z kocią sierścią.

-  Ale sanepid i tak miałby dużo do zarzucenia i sporo mandatów do wypisania – mruknął.

-  Więc szczęśliwie się składa, że go tu nie ma, prawda? - usłyszał głos kobiety wracającej z zaplecza wraz z zapachem maślanym (wziął kolejny głęboki wdech, który wypełnił całe jego płuca i spowodował smakowity wyrzut endorfin do krwi) a kot, przysiągłby, obdarzył go ostrzegawczym spojrzeniem. - Proszę. - podała mu kubek z kawą na wynos (do którego zanim go zamknęła dosypała coś, miał nadzieję, że nie sierść kota) i największą muffinę jaką w życiu widział.

- Ale ja nic nie zamawiałem – zauważył i był pewien tego co mówi.

- Myślę, że pan tego potrzebuje. Proszę.

- Skąd może pani wiedzieć czego potrzebuję? - zaczął się irytować na myśl, że będzie musiał za to zapłacić

- Taki dar – uśmiechnęła się – Umówmy się tak: posmakuje pan tego, co przygotowałam bez pytania, na koszt firmy. Jeśli nie będzie dobre, więcej pan tu nie przyjdzie. Ale jeśli będzie, to przyjdzie pan jutro na te maślane ciastka owsiane, z których próbuje mi pan zabrać cały zapach.

- Nie jem ciastek owsianych – mruknął

- Pozory. Bo nie jadł pan moich. - w jej głosie brzmiała pewność, z którą nawet nie zamierzał dyskutować.

Bez przekonania wyciągnął ręce i odebrał od kobiety kawę i muffinę. Żołądek zaburczał zirytowany wizją kawy.

Mężczyzna wyszedł nie pożegnawszy się.

Muffina pachniała zachęcająco. Ugryzł kawałek i musiał przyznać, że był pyszna, choć nieco mało wyrazista w smaku. Popił ją bardzo egzotycznie pachnącą kawą, która przyjemnym ciepłem rozlała się po gardle by za chwilę zapiec ożywczo. Poczuł jak się budzi. To, co wydawało mu się mdławym smakiem muffiny z bananami i czekoladą idealnie uzupełniało się z kawą o słodkawo-ostrym pobudzającym posmaku. Czyżby chili?, zastanawiał się pochłaniając muffinkę i kawę z takim zapałem, że nawet nie zauważył kiedy opuściło go zmęczenie a żołądek zamilkł. Z przyjemnością pomyślał o odprowadzeniu dzieci do szkoły.

I o jutrzejszych maślanych ciastkach. Owsianych.